Rozmowa jako czynnik rozwoju

Fragment z książki Stefana Garczyńskiego „Sztuka rozmowy„*

Charakter.

 

Nieraz dopiero dzięki rozmowom uświadamiamy sobie, czym się bezwiednie stajemy, co uważamy za dobre lub złe, jakie są nasze cele i skale wartości. Ileż rzeczy można się o sobie dowiedzieć i to od samego siebie, pisząc list do przyjaciela! Obiektywna ocena własnej osobowości, jak również wysłuchanie uwag na jej temat ułatwia skorygowanie naszego postępowania i cech charakteru.
Wypowiadane zdania tworzą nas tak samo, jak my je tworzymy. Kto na przykład udaje cynika, ten powoli przesiąka cynizmem. Poza przenika powierzchnię udawania i zmienia kształt osobowości.
Charakter człowieka można określić jako sumę jego postaw, jego stosunek do obowiązku i zabawy, miłości i walki, złodziejstwa, choroby, nałogu itp. Gdyby ktoś szukał genezy postaw, to cofając się po śladach ich ewolucji, często odkryłby „tylko” parę słów…
Pod wpływem rozmów rozwija się styl myślenia, który poprzedza styl działania. Zaciekła nietolerancja wobec cudzych poglądów zaczyna się w rozmowie, a może się skończyć w ponurych aktach gwałtu.
Innymi słowy, o charakterze człowieka stanowi m. lin. zespół motywów, tych wewnętrznych sprężyn jego działania.
A ileż razy właśnie dzięki rozmowie krzepnie decyzja podjęcia walki, kontynuowania pracy nad sobą albo urządzenia chuligańskiej wyprawy. Od siły motywacji, która tak często pochodzi z rozmów, zależy energia, z jaką dążymy do celów, a więc w dużym stopniu zależą nasze osiągnięcia. W rozmowie rodzą się i dojrzewają postanowienia, czasem dobre, czasem złe, postanowienia, które mogą przesądzić o wygranej lub przegranej całego życia.

Informacja i wiedza.

 

Gdzie pójść po zebraniu? Dokąd wyjechać na wakacje? Jak postępować z Iksińskim? Jak inni przygotowują się do egzaminu? Czy jest u was jakaś posada do objęcia? Co obiecuje ta linia postępowania?
Odpowiedź na tysiące podobnych pytań znajdujemy w rozmowie. W zależności od niej decydujemy, co zrobić z wieczorem, z wakacjami, z życiem.
Rozwój umysłu, podobnie jak i kształcenie charakteru, zależy od motywacji. Setki i tysiące godzin poświęcamy książkom między innymi po to, by dorównać innym, by ich przewyższyć erudycją. Niejeden przestałby czytać naukowe pisma i chodzić do teatru na „problemowe sztuki”, gdyby nie miał się z kim dzielić wrażeniami. Rozmowa nie tylko inspiruje twórców sztuki, ale także poważnie rozszerza krąg odbiorców kultury.
Powie ktoś, że taka kultura jest płytka i pretensjonalna? Być może. Jednym z dowodów żywotności kultury jest właśnie to, że pretendują do niej nawet ci, którzy jej nie posiadają i nie czują jej potrzeby. Udają zachwyt muzyką poważną, udają oczytanie, udają delikatność, udają zaciekawienie filozofią. I nie śmiejmy się z tego udawania, bo nieraz prowadzi ono do prawdziwego znawstwa i rozbudzenia autentycznego zainteresowania. Kogo udajesz, takim się stajesz.
Niezależnie od drogi wiodącej do kultury przez królestwo snobizmu istnieje jeszcze inna. Ani entuzjazm, ani dobry smak nie jest bezpłatnym darem niebios. Przejęcie się sztuką i zapał do wiedzy udzielają się tak samo jak zapał do pracy, a więc między innymi dzięki osobistym kontaktom, dzięki rozmowom.
Korzystania z książek, słuchania muzyki, odkrywania sensu sztuki trzeba się nauczyć. Nauczyć się trzeba patrzeć na obraz, nawet na chmury i kwiaty. Nauka ta odbywa się najłatwiej i najprzyjemniej, gdy z kimś wzajemnie dzielimy się spostrzeżeniami i wzruszeniami,
Najwartościowsze rozmowy porównałbym do dobrej literatury. „Celem moim – pisał Conrad-Korzeniowski – jest, by czytelnik widział…” Wielki pisarz odznacza się nieprzeciętnie „ostrym” wzrokiem i słuchem: nie tylko patrzy, ale dostrzega, nie tylko słucha, ale słyszy. Dostrzegając i słysząc więcej od innych, nazywa rzeczy, pokazuje świat, aż my także zaczynamy widzieć życie w ostrzejszych konturach, w silniejszym nasyceniu barw. Iluż czytelników nauczył Staff wsłuchiwać się w jesienny deszcz, Weyssenhoff – patrzeć na las, Lew Tołstoj – rozumieć ludzi.
Otóż podobnie jak książka rozmowa może zaostrzyć słuch, może „otworzyć oczy” na piękno estetyczne i moralne, dopomóc w pojmowaniu znaczenia małych i wielkich wydarzeń, sensu własnych codziennych i odświętnych poczynań.

Pamięć.

 

Co dzieje się dalej z wrażeniami i wiadomościami, które zaczerpnęliśmy z życia lub z książek i zapamiętali z łatwością lub z mozołem? Nie używane umiejętności rdzewieją jak porzucone na podwórku żelastwo, a wiadomości drzemią utajone gdzieś w splotach komórek nerwowych, by powoli, nigdy nie wyszedłszy na światło dzienne, ulec atrofii jakby z braku powietrza. Jeśli nie mają zmarnieć, musimy je czasem wyprowadzić na zewnątrz. Rozmowa jest dla naszych wiadomości właśnie tym zbawiennym spacerem.

Refleksja.

 

Są ludzie, którzy potrafią myśleć jedynie wtedy, kiedy mówią albo piszą. Tylko chętny słuchacz albo cierpliwy papier pobudzają ich do skoordynowanej refleksji. Bez tej pomocy ich myśli pozostają mgliste, niesformułowane, nierozwinięte. Jeśli praca zawodowa lub skłonność do pióra nie narzuca im pisarskiej dyscypliny, to umiejętność rozmowy urasta do problemu: żyć albo nie żyć ich inteligencji.
Ale także ci, którzy pozostawieni sami sobie potrafią nie tylko marzyć, ale i myśleć, nawet oni wiedzą, że ubogie i leniwe są ich zadumy w porównaniu z bogactwem myśli tryskających pod wpływem otarcia się umysłu o inny pokrewny intelekt. Mając dobrego partnera rozmowy z rozkoszą odkrywamy w sobie nieprzeczuwalne nawet bogactwo myśli. Refleksja podtrzymuje rozmowę, ale w jeszcze większym stopniu rozmowa pobudza do refleksji. Pogawędki i dyskusje dają początek obiecującym liniom rozumowań, zapładniają umysł, który później w samotności wydaje owoce.
Ileż siły może dać krzepiące słowo pochwycone w odpowiednim momencie, ileż następstw może mieć myśl poczęta w rozmowie! Nie darmo ludzi celujących w sztuce rozmowy nazywa Boy „roznosicielami pyłków inteligencji”, a John Stuart Mill przyznaje w Autobiografii, że napisanie wielu książek zawdzięcza rozmowom prowadzonym z kolegami systematycznie dwa razy w tygodniu.
Nie koniec na tym. W rozmowie ożywiają się wspomnienia, które przybierają postać ułatwiającą wyciągnięcie z nich esencji doświadczenia i sformułowania wskazówek na przyszłość. Jedno wspomnienie przywołuje drugie. Rozmowa o wspólnej nauce czy lekturze nasuwa myśl o wartości lub jałowości nabytej wiedzy. Obraz dawnej namiętności pozwala zamknąć ciężkie przeżycie w paru lekkich słowach, a opowiadanie o kłopotach i konfliktach w pracy – wyciągnąć wnioski o własnych i cudzych błędach, o charakterze kolegów, o perspektywie awansu itp.
Myśl jest nierozłącznie sprzęgnięta z językiem: bez słowa nie ma pojęcia, bez symbolu nie ma sylogizmu. Nauka mówienia i pisania jest zarazem nauką obserwacji i wnioskowania; ćwiczenie w wypowiadaniu się jest ćwiczeniem w rozumowaniu. Rozmowa jest więc naturalną gimnastyką myśli. Oczywiście nie wtedy, gdy polega na powtarzaniu ograniczonej ilości prawie nic nie znaczących zwrotów, ale wtedy, gdy wymaga pewnego wysiłku inteligencji.
Rozmowa, będąca szkołą spostrzegania i precyzyjnego wnioskowania, wzbogacając ramy naszych pojęć i sądów, jest bezcennym czynnikiem umysłowego rozwoju.

——————–

*  Źródło: Stefan Garczyński „Sztuka rozmowy„, Iskry, Warszawa 1962.

PS. Istnieje także druga książka S. Garczyńskiego na podobne tematy „O prowadzeniu rozmowy„, Watra, Warszawa 1977 (2. wydanie).

 

0

 

 

Napisz odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *