Śmiechu naszego powszedniego

Wszystkie drogi prowadziły mnie do śmiechu.
Stefan Garczyński

Tytuł wpisu to tytuł kolejnej książki Stefana Garczyńskiego, którą udostępniamy jako ebooka.
Motto na jej początku od Witolda Gombrowicza:

Nigdy żaden naród nie potrzebował bardziej śmiechu niż my dzisiaj.
I nigdy żaden naród mniej nie rozumiał śmiechu – jego roli wyzwalającej.

odnosiło się do czasu, gdy Polakom z różnych powodów nie było do śmiechu.
Kabaret, komedie filmowe i podobne środki oderwania się od rzeczywistości nie stanowiły jednak o codziennym stanie nastrojów.
Czy dziś mamy podobnie?
To byłaby dywagacja niemal polityczna bez jednoznacznej odpowiedzi.
Ale na przestrzeni wieków, w różnych ciężkich czasach śmiech i humor były wentylem bezpieczeństwa, orężem, taką odskocznią i azylem. Pomagają – i wtedy żyć jest łatwiej.
Garczyński pisze na początku książki:

Humor – zwycięstwem, bo człowiek jest ponad wszystko, z czego potrafi się śmiać; ponad przeciwnikami
i przeciwnościami, ponad irytacjami i lękami, ponad ambicyjkami i chciwościami. „Rozkoszowanie się dowcipem
– pisał K. Čapek – płynie z satysfakcji, jaką dostarcza poczucie przewagi słownej w walce z życiem”.

Wiele współczesnych dyskusji, przemów, programów ma taką koturnową powagę (‚grobową’, ‚śmiertelną’), że … aż śmieszy, a jeszcze bardziej, gdy w istocie merytorycznej jest raczej żartem niż czymś poważnym. Potrzeba nam szerszej perspektywy, dystansu, filozoficznej wręcz postawy dostrzegania ulotności lub znikomości pewnych zjawisk.

I odwrotnie, czasem to, co jest traktowane jako żart, trywializowane i wyśmiewane, powinno nas zastanowić – czy aby nie służy manipulacji lub świadczy o głupocie… Bo sprawy poważne, ale i te łatwiej rozwiązywać zjednując sobie ludzi humorem i nie tracąc rezonu umiejąc trafnie i dowcipnie odpierać zarzuty lub czyjeś uszczypliwości.

Autor rozważa tyle aspektów śmiechu, że doświadczamy głębszego jego zrozumienia.
To ciekawa książka – zarówno pokazuje te niuanse, odmiany i zastosowania humoru, jak i daje wiele przykładów i zabawy w czasie lektury.
W opisie książki wspominamy o wielu innych przyczynkach autora do tematyki śmiechu i humoru, ponieważ przewijały się w licznych jego książkach.

Jest tam też przykładowy urywek, a poniżej przytaczam inny mały fragment – ten – dla rozrywki. 

Węgierski pisarz Ferenc Usza włożył w schematyczne ramy opowiadania o stworzeniu świata sprawozdanie z dziejów inwestycji, które też właściwie jest już schematyczne. Dwa nałożone na siebie dobrze znane obrazy z zupełnie innej parafii wywołują efekt nieodparcie komiczny.

„Swego czasu inwestor nazwiskiem Bóg Ojciec powierzył Przedsiębiorstwu Budowlanemu nr 2645 zadanie stworzenia świata. Zamówienie przewidywało zaprojektowanie i zbudowanie planety ze wszystkimi wygodami, zaopatrzone w gęstą sieć usług (…).

(…)  możemy  dać  wiarę  tej  części  sztuki Imre  Madacha, w której opisuje on, jak kupa karierowiczów, przymykając oczy na błędy jednym ciągiem śpiewała hosanny. Tylko niejaki Lucyfer odważył się wskazać na pewne niedokładności dzieła, ale go odprawiono do piekła (…).

Szybko dały o sobie znać pierwsze usterki. Jeszcze nie upłynął okres gwarancji, a już zepsuły się wodociągi i cały obiekt został zalany przez potop. (…)

Z powodu niedbałego wykonawstwa powstała awaria centralnego ogrzewania i nastąpił okres lodowcowy (…).

Z powodu złej stabilności kontynent zwany Atlantydą po prostu zatonął, zaś Anglia na skutek niefachowego przymocowania oderwała się od Europy.

Musiały też być chyba jakieś ciemne machinacje z materiałem, ponieważ budowla, która w oryginalnych planach miała kształt kuli, w trakcie użytkowania spłaszczyła się na biegunach. Prawdopodobnie z ukradzionego surowca sklecono księżyc (…).

Zgodnie z projektem ziemia miała być płaska, nie liczono się jednak z wysychaniem i wybrzuszaniem. (…) Wybrzuszenia te – np. w wypadku Alp lub Himalajów – spowodowały, że większa część obiektu nie nadaje się do zamieszkania. Charakterystyczne dla tej nieodpowiedzialnej pracy są fakty niedoprowadzenia wody na Saharę, czy też braku oświetlenia na Biegunie Północnym przez sześć miesięcy w roku. (…) W wymienionym rejestrze nie brak tak zwanych wad ukrytych, jak np. obsuwanie się ziemi, wylewy lawy, bądź niefachowo wykonane naprawy instalacji elektrycznych, w wyniku których jeszcze nawet i dziś bez przerwy wylatują bezpieczniki. (…)
W porównaniu z tym wydaje się być zupełnie bez znaczenia, że w nowo oddanym domu przy ulicy Kalafiorowej wypaczył się parkiet, zatkał zlew, a drzwi nie można zamknąć bądź otworzyć”.

Niech ten fragment będzie małą próbką śmiechoterapii – techniki dziś już dość często stosowanej.
Śmiech i jego znaczenie terapeutyczne, pedagogiczne i ogólniej – społeczne, jest nie tylko narzędziem śmiechoterapii, ale też przedmiotem badań i rozprawek naukowych – np. Śmiechu naszego codziennego, czyli o śmiechu jako kategorii edukacyjnej.
Śmiechu naszego powszedniego… potrzebujemy jak chleba powszedniego, dla życia, zdrowia i lepszego samopoczucia.

Wydanie tego ebooka jest elementem prywatnej inicjatywy uczczenia autora w setną rocznicę urodzin i przywrócenia pamięci o nim i o jego książkach. O tej inicjatywie pisałem w tym wpisie oraz w apelu o współudziale.

Przypominam też, że wszystkie tu opublikowane ebooki są darmowe.
By je pobrać zajrzyj na stronę Pobranie ebooka.
Ponieważ piszę to w dniu Walentynek – przyjmij ode mnie tego ebooka (lub któregokolwiek innego) w upominku, dla siebie lub dla kogoś.

2+

2 myśli na temat “Śmiechu naszego powszedniego

Napisz odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.