Jak być lubianym

Rozmowa ze Stefanem Garczyńskim, psychologiem, autorem książki „WSPÓŁŻYCIE ŁATWE I TRUDNE”
(1967 r.)

NADAWCAMI LISTÓW napływających do redakcji pism są zwykle ludzie, którym życie się „nie udaje”. W pobieżnym choćby przeglądzie wszelkich „kącików serc” łatwo dostrzec przyczyny owego „nieudania”: zawiedziona miłość, trudności we współżyciu rodzinnym, złe stosunki w pracy itp.
„Zdaniem lekarzy ok. 85 proc. ludzi cierpi na nerwice, a ich typowym źródłem są wszelkie konflikty. Zdaniem psychologów – chuligaństwo i bandytyzm wyrastają najczęściej z niezadowalających stosunków z otoczeniem. Zdaniem statystyków – nieporozumieniom rodzinnym należy przypisać ok. 51 proc. samobójstw dorosłych i ok. 70 proc. samobójstw dzieci” (S. Garczyński). I dalej: średnio – co piąty pracownik naszej gospodarki zmienia w ciągu roku miejsce pracy; z badań socjologów wynika, że powodem owych wędrówek jest nie tyle chęć zdobycia lepszych zarobków, czy łatwiejszej pracy w nowym zakładzie, ile złe stosunki międzyludzkie w dotychczasowym miejscu pracy.
Niektóre zachodnie przedsiębiorstwa zatrudniają fachowego doradcę, pomagającego pracownikom w rozwiązywaniu ich spraw osobistych, i to w godzinach pracy. Jak można się domyślać nie z dobroci serca…
U nas psychologia jest nauką dla siebie. Bardziej niż w jakiekolwiek innej nauce istnieje tu przepaść między teoretyczną wiedzą psychologów, a praktycznym jej stosowaniem. „Wiedza psychologów o ludziach ma sens tylko wtedy, gdy przenika do powszechnej wiadomości” – twierdzi mój rozmówca Stefan Garczyński, bodajże jedyny polski psycholog, który stara się znajomość ludzkiej psychiki przekładać na język praktycznych wskazań ułatwiających stosunki międzyludzkie. Ostatnia książka S. Garczyńskiego nosi tytuł „Współżycie łatwe i trudne”.


– Z pana książki wynika, że stosunki z ludźmi zależą od cech naszego charakteru, który możemy dowolnie kształtować. Tymczasem zdaje się, ze to właśnie psychologia dzieli ludzi na kilka typów charakterologicznych, z których każdy przynosi na świat wrodzone cechy charakteru, określające jego stosunek do ludzi.

– Wrodzony charakter – to znakomita wymówka dla tych, którym nie chce się go poprawiać. A poważnie: spór psychologów na temat przewagi wrodzonych czy nabytych cech w charakterze dotychczas nie został rozstrzygnięty. Biologia poucza, że z dwóch jednakowych ziarn w różnych warunkach wyrośnie różna roślina. Ja jestem przekonany, że ta prawda biologiczna odnosi się i do człowieka. Oczywiście, im później zaczyna się zmieniać charakter, tym jest to trudniejsze i bardziej powierzchowne. Ale możliwe, bo zmiany charakteru – to zmiany nawyków.

– Czy nie można zmieniać nawyków nie zmieniając charakteru? – Załóżmy: skrajny egoista dowiaduje się z pana książki, że nie sposób go lubić. W mysi pana zaleceń – pozornie zaczyna się interesować sprawami innych. Jest przez to mniej egoistyczny czy tylko bardziej obłudny?

– Wartość zainteresowania nie sprowadza się tylko do zjednywania sympatii. Gdy interesujemy się ludźmi jak dziełami sztuki, dla nich samych, a nie dla ewentualnych korzyści, nasze własne życie staje się ciekawsze i barwniejsze. Zainteresowanie wyraża się głównie pilnym słuchaniem, żywą reakcją i pytaniami, ale nie zdawkowymi (co słychać?), ani natrętnymi. Przywiązujemy się nie do cudzej ciekawości, ale do wyrażonej w pytaniach pamięci i troski.

– Czy zainteresowanie ludźmi wystarcza, by być lubianym?

– Jeśli występuje obok innych zalet… Wśród elementów, które ostatecznie przesądzają, czy człowiekowi jest dobrze z innymi, i odwrotnie, mieści się także i grzeczność, ale nie pojęta jako tzw. kindersztuba, tylko jako liczenie się z ludźmi. Podobnie zresztą i chamstwo – to nie brak wyuczonych formułek, ale lekceważący stosunek do ludzi. Gdy ktoś puszcza mi dym papierosowy w oczy, przykrość sprawia mi nie ten dym, ale podejrzenie, że inaczej by palił przy kimś, z kim się liczy.

– Oczywiście, nie sposób omówić tu wszystkich cech zjednujących sympatię, bądź zrażających otoczenie. Nie sposób zrobić tego tak dokładnie jak pan uczynił w książce. Wyniosłam z niej wrażenie, że nasze stosunki z ludźmi świetnie charakteryzuje stare ludowe przysłowie „jaką miarką mierzysz…” Czy nie można kogoś lubić mimo wielu wad, a innego nie cierpieć, choć ma same zalety?

– Można wyjątkowo. Ale to już domena nie psychologii, a literatury. Psychologa czy socjologa interesuje rysunek ogólny, prawda statystyczna. O jednostkach i wyjątkach mówi artysta (nawiasem – literatom by nie zaszkodziło, gdyby częściej czytali psychologów). Nasz socjolog, prof. Ossowski, rzekł kiedyś, że zazdrości literatom, bo oni mogą być inteligentni, gdy socjolog musi w książce trzymać się schematu – bez dywagacji, refleksji i paradoksów.

– Stara literatura o miłości powiadała, że „jest ślepa”, cóż rzecze współczesna psychologia o współczesnej miłości?

– Wolę dziewczyny, które umieją kochać z otwartymi oczami. A miłości współczesnej nie ma, jest ta sama, co zawsze, tylko rzadsza, bo łatwiejsza, a tym samym wywołująca mniejsze napięcia. Jak zdobyć miłość? Według statystyk – szansę dają dowcip, uroda, błyskotliwość, inteligencja. Ale tylko przed małżeństwem. Potem ceni się solidność, sprawność domową i zawodową (zarobkowanie), zdolności organizacyjne.

– W jednakim stopniu u chłopców i dziewcząt? Z książki wyniosłam przeświadczenie, że pan nie uznaje „cech kobiecych” i „cech męskich”.

– Psychologia uważa, że wrodzone różnice między płciami są mniejsze, niż się kiedyś przedstawiało, natomiast ogromne były różnice nabyte. Obecnie jednak obserwujemy stałą tendencję zmniejszania się różnic psychicznych. Równouprawnienie i praca sprawiała, że przestajemy różnic oczekiwać.

– Słyszałam, ze w „Iskrach” czeka na wydanie pana następna książka – o potrzebach psychicznych. Jakie są nasze potrzeby główne?

– Najważniejsza to zawsze ta, która jest w danym momencie najbardziej wygłodzona. Mądry Konfucjusz głosił zasadę równomiernego i umiarkowanego sycenia wszystkich potrzeb.

– Chyba jednak istnieją jakieś potrzeby stałe, np. kariera zawodowa dla mężczyzn?

– To zależy od kultury. W Stanach Zjednoczonych, gdzie każde dziecko rośnie w religii sukcesu, nie osiągnięcie tego bywa tragedią. Natomiast w kulturach indyjskich każde przerastanie innych jest nieomal przestępstwem. Bodajże na Malajach, jeśli na pytanie nauczycielki nie umie odpowiedzieć pięcioro dzieci, to i szóste nie odpowie, choćby umiało. W Polsce mamy kulturę pośrednią, choć więcej w niej wzoru amerykańskiego. W każdym razie pragnienie sukcesu nie jest rzeczą wrodzoną. Rzecz jasna, istnieje pewna ilość potrzeb wspólnych i stałych, ale i te u każdego przejawiają się z różną siłą i w różny sposób. Głód np. może być głodem befsztyków czy pierożków.

– I ostatnie pytanie: czy psycholog z natury swej profesji jest człowiekiem, którego stosunki z ludźmi układają się wprost idealnie?

Znajomość praw i zjawisk psychiki nie ochroni przed robieniem głupstw na co dzień, ale i z nich bierze się prawo do pouczania innych.

Rozmawiała: HALINA MALESZEWSKA
(Ukazało się w „Walka Młodych” 4.06.1967 r.)

0

 

Podziel się / Share Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedintumblrmail
Zobacz jeszcze / See also Facebookpinterest