Stwarzanie czasu

Stoisz z wyciągniętymi rękami czekając aż coś samo w nie wpadnie. I czekasz daremnie. Wędrujesz przez świat szukając miejsca, w którym czeka na ciebie gotowy skarb, ale… miejsce to jest puste. Mówisz więc, że nic nie jest warte twoje życie. I masz słuszność. Nic nie warte jest życie, gdy sam go nie napełnisz, nic nie jest warte życie, gdy nic nie warte są chwile.
Tę prawdę rozumiemy coraz lepiej, bo z biegiem lat rośnie wartość czasu – bo po trzydziestce życie zaczyna uciekać, po czterdziestce – pędzi, a po pięćdziesiątce gna w zawrotnym tempie. W miarę upływu lat niektórzy z nas stają się nawet skąpcami czasu. Trzęsiemy się nad każdą minutą, bo przypieka nas myśl, że od tego, czym wypełnimy każdą z nich, zależy nasze powodzenie i zadowolenie, zbliżenie do naszych celów i dobro naszych bliskich. Albo znów powtarzamy sobie, że wybitny człowiek wznosi gmach z minut, które przeciętny marnuje, że nie jest stworzony do wielkich rzeczy, kto nie zna wartości drobinek czasu…
Zawzięcie walczymy o więcej wolnego czasu, ale… po co? Czy zapełniamy go czymś rzeczywiście przyjemnym, lub pożytecznym? A przecież każda chwila nie wypełniona czymś pożytecznym lub przyjemnym dla nas, lub dla innych, jest chwilą zmarnowaną, jest zmarnowaną cząstką życia.
Jakże łatwo jest tracić czas! Ile godzin zapełniamy rzeczami bez znaczenia! Ile godzin dziennie przeznaczamy na odpoczynek nie przynoszący odpoczynku, na rozrywki nie dające przyjemności, na bezowocną pracę! Ileż czynności, czy pseudoczynności można zredukować bez najmniejszej szkody własnej lub czyjejś!
Jak głupio marnujemy czas rozmyślając o czekających nas przykrościach i trudnościach – zamiast o sposobach uporania się z nimi, rozpamiętując niewdzięczności i złośliwości, oglądając brzydotę, słuchając głupoty, wysiadując w poczekalniach bez książki, stojąc bezczynnie w ogonkach, czytając identycznie te same wiadomości w różnych gazetach, albo ciągnąc, jak gumę do żucia, bezczynność rodem z bezmyślności i braku inicjatywy.

Przy okazji: powiedz mi co robisz, gdy niczego nie musisz robić, a powiem ci kim jesteś.
Narzekamy na brak czasu, ale zastanówmy się, co robimy z kwadransami? Brak czasu! Przecież to wyrażenie w ogóle nie ma sensu – powinno się mówić: „nie mam czasu na kino, bo mam czas na naukę”. Albo odwrotnie. Zamiast o braku czasu mówmy o hierarchii zajęć. A także o hierarchii osób. Nie mam czasu dla Julii, bo mam czas dla Małgosi. Zawsze znajdę czas by robić to, co naprawdę chcę robić i spotykać się z tym, z kim naprawdę chcę się spotykać.

Zamiast więc narzekać na brak czasu – stwarzajmy czas:
l. Rezygnując z zajęć obojętnych, które dla nikogo nie są ani przyjemnością, ani pożytkiem Bo, czy naprawdę granie w karty sprawia ci przyjemność? A czytanie kryminałów? A „szlifowanie trotuarów”? A długie siedzenie przy stole i puste ględzenie, „narady” z ‚których nic nie wynika?
2. Wykorzystując minuty – np. ucząc się języka na przystankach i w tramwajach, czytając prasę w oczekiwaniu aż siostra „zrobi” sobie w łazience oczy.
3. Łącząc czynności, np. obierając ziemniaki przy płycie z lekcją angielskiego.
4. Podnosząc swoją wydajność i to nie wysiłkiem, a ograniczeniem go np. poprzez – przemyślany i skrupulatny porządek, dzięki któremu nie sięgamy lewą ręką po narzędzie potrzebne do prawej i nie szukamy kluczy przy wychodzeniu z domu.
5. Inteligentnie czas organizując, planując zajęcia, godziny, dnie, tygodnie.
a) z uwzględnieniem prawa regularności, które powiada, że prawie każda praca, a tym bardziej każda nauka, cierpi na metodzie zrywów, a zyskuje na rytmiczności;
b) z uwzględnieniem hierarchii zajęć i stopnia trudności – zadania trudne i przykre powinny iść przed łatwymi – bo odkładane sprawy stają się coraz trudniejsze i bardziej przykre, bo męczą, choć się do nich nie zabieramy;
c) z wykorzystywaniem początkowego impetu, bo np. najłatwiej jest odpisać na list natychmiast, pod świeżym wrażeniem otrzymanego (ta zasada kłóci się niekiedy z poprzednią);
d) z niedopuszczaniem do zaległości – bo kto wciąż liczy na to, że jutro będzie miał więcej czasu niż dziś, ten jest równie naiwny, jak sportowiec, któremu marzą się laury, mimo iż opuszcza się w treningach.
Planowanie, o którym mowa, stwarza – a mówiąc ściślej oszczędza – zarówno czas, jak i energię, np. zapobiega przewracaniu mebli przy gwałtownym wypadaniu z domu, zapobiega sprintom do tramwaju, zdenerwowaniu: „bo się spóźnię” i sprawianiu wrażenia „załatanego człeczyny”, który widocznie podjął się zadań przekraczających jego siły…
Pamiętajmy więc: kto wykorzystuje chwile, ten wykorzystuje życie, kto planuje czas, ten kieruje życiem.

Stefan Garczyński

„Płomienie” XII, 1967
(uwzględniono odręczne poprawki Autora w już wydrukowanym artykule).
_______

Przypis administratora strony.
Temat czasu przewija się w wielu wypowiedziach Autora, ponieważ bardzo go cenił.
O tym napiszę osobny artykulik pod tytułem Dramat straconego czasu, który będzie umieszczony w zakładce Wspomnienia.
Dramat, ponieważ ostatnie trzy lata życia Stefan Garczyński, w wyniku postępującej ciężkiej choroby, spędził w łóżku coraz bardziej sparaliżowany, co było bardzo bolesnym kontrastem w stosunku do uprzedniego intensywnego życia.


Wspomóż tę stronę i czytelnictwo

		
0

 

0
Podziel się / Share Facebooktwitterredditpinterestlinkedintumblrmail
Zobacz jeszcze / See also Facebookpinterest