Otwarcie na różnorodność

(głos w dyskusji na łamach Życia Warszawy z dn. 29.10.87 r.)

 

Rzeczywiście, tak jak to Redakcja zaznaczyła, przemyślenia prof. Piotra Sztompki (nr 243) skłaniają do refleksji.
I do wspomnień. Refleksja jest optymistyczna: Coś znaczy, że „takie rzeczy” się drukuje (jak i to, że się „Pokutę” pokazuje). Wspomnienie przygasza ten optymizm.
W Manifeście PKWN czytaliśmy: …Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego, przystępując do odbudowy państwowości polskiej, deklaruje uroczyście przywrócenie wszystkich swobód demokratycznych, równości wszystkich obywateli bez różnicy rasy, wyznania i narodowości, wolności organizacji politycznych, zawodowych, prasy i sumienia (…). Inicjatywa prywatna, wzmacniająca tętno życia gospodarczego, również znajdzie poparcia państwa”.
Specyfiką polską miała być właśnie trzysektorowość gospodarki: drobne (do 50 ha) prywatne gospodarstwa rolne, drobny prywatny handel i przemysł (do 50 osób zatrudnionych w jednym przedsiębiorstwie), spółdzielczość (rzeczywista) i sektor państwowy.
Na wykładach w Akademii Nauk Politycznych mówiono o polskiej drodze…, ale kilka lat potem miedzy innymi ci właśnie wykładowcy realizowali drogę wcale nie polską. Treść Manifestu Lipcowego poszła w zapomnienie. Nastały czasy; gdy transparent zasłaniał tragedie, przezwisko wystarczało na określenie albo i skazanie człowieka, prywatne przedsiębiorstwa otrzymywały nakaz likwidacji, prywatna własność rolna też wydawała się skazana na zagładę, a za głoszenie poglądów podobnych do tych, które przedstawił prof. Sztompka można było znaleźć się w więzieniu.
Nieufność jest wiec zrozumiała, ale nawet gdy jej robak drąży nasze postawy, przyjmowanie obecnych deklaracji i zapewnień za dobrą monetę jest reakcją, która uprawdopodobnią ich realizację. Wiem, że pozycja starej świni nie ośmiesza, a pozycja starego durnia ośmiesza; wiem, że ten i ów nie chce występować w charakterze licencjonowanego oponenta, kwiatka do kożucha, ale też wiem i obserwuję że zaciskaniu pieści towarzyszy zaciskanie się komórek mózgu, że pozwalanie sobie na paraliżująca nieufność bywa usprawiedliwieniem wygodnictwa na kanapie mających za złe starych ciotek. Wiem, że blizny psychiczne ropieją dłużej od fizycznych, społeczne – dłużej od indywidualnych, ale wiem i to, że chory, który nie wierzy w możliwość powrotu do zdrowia ma mniejsze szanse rekonwalescencji niż ten, który zachowuje się tak, jakby już był zdrów…
Przez zdrowie rozumiem w tym kontekście właśnie możliwość realizacji tego programu, który kiedyś nakreślono w Manifeście Lipcowym.

STEFAN GARCZYŃSKI

 

0
Podziel się / Share Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedintumblrmail
Zobacz jeszcze / See also Facebookpinterest