Sztuka pamiętania

Stefan Garczyński: Sztuka pamiętania. – W-wa 1963 Iskry, s. 183.

(recenzja)
Sztuka pamiętania zdała już pomyślnie egzamin, gdyż pierwsze jej wydanie szybko się rozeszło, co wydawca drugiej edycji (nie zaznaczając zresztą nigdzie, iż jest to wznowienie) wziął widocznie pod uwagę, skoro nakład liczy 30 250 egzemplarzy. Przekład tej książeczki ukazał się u naszych sąsiadów, mianowicie w Bratysławie. Przedtem autor napisał i opublikował Sztukę rozmowy, a młodszymi siostrami tych dwóch „sztuk” są: gotowa już książeczka na temat powodzenia i znajdująca się w opracowaniu – na temat stosunków panujących miedzy ludźmi. Poza tym Stefan Garczyński – proszę nie mylić z Garczyńskim-ojcem, dziennikarzem z „Ekspressu Wieczornego„, autorem cyklu felietonów Od fraka do waciaka – poza tym więc pisze sztuki teatralne, tłumaczy książki naukowe i popularnonaukowe z języka angielskiego, uczy innych i sam studiuje (nauki polityczne, anglistykę, psychologię, socjologię itd.) zaspokajając swoje zawsze żywe i coraz nowe zainteresowania, a także stale rozbudowując szeroką i jakże różnorodną i wszechstronną wiedzę. Wzmianka ta, choć nie dotyczy omawianej jego książki, ma tutaj własną rację bytu: służyć może jako dowód, że autor, który sam tyle studiował, tyle zapamiętał i tyle ma zainteresowań, ma niejako moralne prawo po temu, by innym udzielać w tym zakresie porad praktycznych.
Sztuka pamiętania jest popularnym opracowaniem zespołu zagadnień należących głownie do psychologii i jej zastosowań praktycznych, a po części także do fizjologii, higieny – zwłaszcza psychicznej – pedagogiki, prakseologii, dydaktyki, technologii pracy umysłowej i paru jeszcze innych dyscyplin naukowych bądź umiejętności praktycznych. Już ze względu na szeroki i zróżnicowany zakres nie może ona być wcieleniom ideału w dziedzinie popularyzacji, a za ideał taki pozwalamy sobie uważać udane dziełka popularne, pisane przez wybitnych i twórczych badaczy-specjalistów. Autor nie jest zawodowym specjalistą w żadnym z tych kierunków, chociaż jeśli nawet nie zgłębił ani zagadnień, ani metody odpowiednich gałęzi wiedzy, to na pewno zdobył w jednym i drugim dosyć szeroką i dosyć urozmaicona orientację. Umożliwiło mu to napisanie żywego poradnika praktycznego. w którym ze swadą, z zacięciem dziennikarskim, a miejscami z ambicjami literackimi, interesująco i niekiedy dowcipnie przekazuje czytelnikom – w uproszczeniu i skrócie – wybrane wiadomości z wymienionych dziedzin, poparte udanymi, pomysłowymi, trafnymi i plastycznymi przykładami, a uwieńczone radą i zachętą. Wszystko to okraszone zostało przyprawą umoralniającą, która nasi przodkowie zwali „obrokiem duchowym„, a Melchior Wańkowicz nazywa ,”smrodkiem dydaktycznym„: są to powtarzające się wielokrotnie apele i zalecenia – często w trybie rozkazującym – aby wzbudzać w sobie zainteresowania, być intelektualnie aktywnym, skupiać uwagę, dążyć do zapamiętania, nie rozleniwiać się, pracować systematycznie itd.
Same słuszne rady, a przy tym wygłaszane tonem tak dziarskim, że chyba nikt nie zdoła się im oprzeć.
Nie ma wątpliwości co do tego, że zarówno postawa autora, jak i wychowawcza tendencja jego dziełka są i sympatyczne, i godne szacunku. Nie ma też wątpliwości co do tego, ze treść wypływających stad wskazówek i dyrektyw nie powinna budzić zastrzeżeń oraz że są one pożyteczne i potrzebne. Można natomiast się zastanawiać, czy sama metoda oddziaływania na czytelnika za pomocą bezpośredniej zachęty słownej jest najszczęśliwsza i najbardziej skuteczna.
Książka składa się z dziesięciu rozdziałów i podsumowania. Pierwsza jej połowa została poświęcona zagadnieniu pamięci: są to uwagi o możliwościach jej doskonalenia, potraktowane jako wstępna zachęta, dalej dwa rozdziały zawierające elementarne wiadomości z zakresu psychologii na temat pamięci, następnie rozdział zawierający wskazówki praktyczne pt. Co robić, by pamiętać, wreszcie przegląd motywów skłaniających do zapamiętania bądź ułatwiających je. Druga cześć książki została poświęcona problematyce zainteresowań, uwagi oraz nawyków i przyzwyczajeń. Te trzy rozdzialiki psychologiczne nie następują jednak bezpośrednio po sobie: miedzy drugim a trzecim znalazły się rozważania z zakresu technologii i organizacji pracy pt. Organizacja czasu. Chyba niesłusznie w tym miejscu; lepiej by było, gdyby następowały po części psychologicznej, a przed rozdziałem Jak…, zawierającym katalog porad praktycznych, dotyczących czytania, słuchania, zapamiętywania definicji, uczenia się na pamięć, zdawania egzaminu, uczenia się obcego języka, zapamiętywania twarzy, przypominania itd.
Jakie refleksje nasuwa lektura całości?
Przede wszystkim, że bardziej udała się ta część pogadanki, która jest kompilacją i streszczeniem elementarnych wiadomości z zakresu psychologii teoretycznej i dyscyplin pokrewnych bądź merytorycznie z nią związanych, aniżeli dział wskazówek praktycznych, na ogół dosyć banalnych i niezbyt bogatych. Po wtóre, że w wykładzie należącym do owej części pierwszej można było poczynić wydatne skróty zmieniając zarazem konstrukcję. Oto już w rozdziałku Warunki zapamiętania porusza się zagadnienia uwagi, zainteresowań i nawyków, powracanie do nich przeto w osobnych rozdziałach wydaje się mało uzasadnione i mało ekonomiczne. Po trzecie, że książeczka robi takie wrażenie, jak gdyby w samym zamierzeniu autora nie miała wyraźnie określonego adresata bądź jak gdyby się ten adresat zmieniał – od fragmentu do fragmentu: niekiedy zwraca się ona wyraźnie do dzieci ze szkół podstawowych, kiedy indziej udziela rad studentom wyższych uczelni, to znów dorosłym samoukom; stąd zmiany poziomu oraz tonu i stylu perswazji.
Spośród szczegółów trzy dla przykładu. A więc budzi niedowierzanie skuteczność porady mnemotechnicznej w odniesieniu do dat (s. 48-9: „Powstanie kościuszkowskie – 1794. Ułatwiamy sobie zapamiętanie tej daty zwracane uwagę na to, ze rzecz dzieje się już po wybuchu Wielkiej Rewolucji Francuskiej, a jeszcze przed wystąpieniem Napoleona. Dokładnie pięć lat po upadku Bastylii. Przecież Kościuszko powoływał się na Konstytucją Trzeciego Maja, a wiec musiało to być po jej uchwaleniu. Dokładnie trzy lata. Trzy lata po Trzecim Maja. A Konstytucję Majową uchwalono w 1791 r., w dwa lata po zburzeniu Bastylii„. Bagatela!).
Budzi zaniepokojenie „filologia porównawcza” ze strony 63: „Trudno o lepszą metodę zapamiętywania jak skojarzyć i porównać coś, co jeszcze nie ma dla nas sensu, z czymś co ma sens: stalagmit – od gruntu, stalaktyt – jak kopuła…” Budzi uśmiech – może zamierzony przez dowcipnego autora – motto paragrafu (każdy paragraf ma swoje motto) pt. Złożona natura pamięci (s. 15):
Wszystko się dziwnie plecie Na tym bożym świecie„. Ale to są drobiazgi.

Można się spodziewać, że obecnie rynek wchłonie każdą ilość tego typu poradników. Samouctwo, studia eksternistyczne i zaoczne są u nas tak – na szczęście – popularne i masowe, że problematyka tego rodzaju musi mieć powodzenie Rudniańskiego Technologia pracy umysłowej dawno wyczerpana. Zresztą wykonanie jego zaleceń wymagało posiadania nieledwie własnego biura i własnej sekretarki oraz w sposób wymyślny zaopatrzonych sklepów z artykułami papierniczymi i biurowymi. Tak samo wyczerpana Praca umysłowa Wojciechowskiego. Niechże więc teraz lukę tę zapełni Garczyński, ucząc sztuki zapamiętywania. Na zakończenie, z samej tylko przekory, wezwanie do autora: a gdyby tak książeczkę o sztuce zapominania”?
To wielka i ważna sztuka, ważna także dla rozwoju nauki i kultury.

Jerzy Pelc

Ukazało się w „Nowe Książki” 30.11.1963 r.

 

0
Podziel się / Share Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedintumblrmail
Zobacz jeszcze / See also Facebookpinterest